A- A A+

Korzystając z naszej strony internetowej, zgadzasz się na użycie plików Cookies.

Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Niniejsza Polityka dotyczy plików „cookies” i odnosi się również do strony internetowej wielkopolskaes.pl

 Czym są pliki „cookies”?

Poprzez pliki „cookies” należy rozumieć dane informatyczne, w szczególności pliki tekstowe, przechowywane w urządzeniach końcowych użytkowników przeznaczone do korzystania ze stron internetowych. Pliki te pozwalają rozpoznać urządzenie użytkownika i odpowiednio wyświetlić stronę internetową dostosowaną do jego indywidualnych preferencji. „Cookies” zazwyczaj zawierają nazwę strony internetowej z której pochodzą, czas przechowywania ich na urządzeniu końcowym oraz unikalny numer.

 Do czego używamy plików „cookies”?

Pliki „cookies” używane są w celu dostosowania zawartości stron internetowych do preferencji użytkownika oraz optymalizacji korzystania ze stron internetowych. Używane są również w celu tworzenia anonimowych, zagregowanych statystyk, które pomagają zrozumieć w jaki sposób użytkownik korzysta ze stron internetowych co umożliwia ulepszanie ich struktury i zawartości, z wyłączeniem personalnej identyfikacji użytkownika.

 Jakich plików „cookies” używamy?

Stosowane są dwa rodzaje plików „cookies” – „sesyjne” oraz „stałe”. Pierwsze z nich są plikami tymczasowymi, które pozostają na urządzeniu użytkownika, aż do wylogowania ze strony internetowej lub wyłączenia oprogramowania (przeglądarki internetowej). „Stałe” pliki pozostają na urządzeniu użytkownika przez czas określony w parametrach plików „cookies” albo do momentu ich ręcznego usunięcia przez użytkownika.

Pliki „cookies” wykorzystywane przez partnerów operatora strony internetowej, w tym w szczególności użytkowników strony internetowej, podlegają ich własnej polityce prywatności.

Czy pliki „cookies” zawierają dane osobowe

Dane osobowe gromadzone przy użyciu plików „cookies” mogą być zbierane wyłącznie w celu wykonywania określonych funkcji na rzecz użytkownika. Takie dane są zaszyfrowane w sposób uniemożliwiający dostęp do nich osobom nieuprawnionym.

Usuwanie plików „cookies”

Standardowo oprogramowanie służące do przeglądania stron internetowych domyślnie dopuszcza umieszczanie plików „cookies” na urządzeniu końcowym. Ustawienia te mogą zostać zmienione w taki sposób, aby blokować automatyczną obsługę plików „cookies” w ustawieniach przeglądarki internetowej bądź informować o ich każdorazowym przesłaniu na urządzenie użytkownika. Szczegółowe informacje o możliwości i sposobach obsługi plików „cookies” dostępne są w ustawieniach oprogramowania (przeglądarki internetowej). 

Ograniczenie stosowania plików „cookies”, może wpłynąć na niektóre funkcjonalności dostępne na stronie internetowej.

 

Szczegółowe informacje o zarządzaniu plikami cookies dla poszczególnych przeglądarek:

Firefox

Chrome

Internet Explorer

Opera

 

... marzenia są wolne od cła- WYWIAD Z DOROTĄ PIOTROWSKĄ ze SPÓŁDZIELNI SOCJALNEJ „ARKA”


 

      Zapraszamy Państwa do przeczytania wywiadu z Dorotą Piotrowską, założycielką spółdzielni socjalnej "Arka" z Gostynia.

Proszę powiedzieć, jak długo działacie już Państwo jako spółdzielnia?

Jesteśmy świeżynką na rynku. 10 października minął rok od wpisu spółdzielni do KRSu, pralnia zaczęła działać 19 listopada 2012 r. Niedawno minął rok naszej pracy.

 

Jak pamięta Pani „początki” spółdzielni i jak to się stało, że założyliście Państwo spółdzielnię socjalną, a nie komercyjną firmę? Czy byliście Państwo wcześniej zaangażowani w sektor ekonomii społecznej?

Pracowałam sporo lat w koncernie i nie myślałam raczej o żadnych zmianach, (choć od czasu do czasu chodziło mi coś po głowie), ale zachorowałam. Niestety to był rak. Wtedy zaczęłam przewartościowywać swoje życie. W Gostyniu nie działał klub amazonek, więc jak tylko doszłam do siebie to założyłam stowarzyszenie. Teraz w czerwcu będziemy mieć piątą rocznicę. Wtedy, kiedy działaliśmy w stowarzyszeniu to spotkałam się z działaniem lokalnym, bo wcześniej, kiedy pracowałam dla biznesu nie miałam czasu zajmować się działalnością na rzecz społeczności lokalnej. Stowarzyszenie dosyć prężnie działało i było postrzegane, jako takie, które robi coś fajnego. Dzięki temu miałam okazje poznać fajnych ludzi. Na jednym ze spotkań w Miejsko-Gminnym Ośrodku Pomocy Społecznej (MGOPS), Pani Kierownik dała mi książkę wydawnictwa Stowarzyszenia na rzecz Spółdzielni Socjalnych. Wzięłam ją, przewertowałam też ustawę o spółdzielniach socjalnych, zobaczyłam „z czym to się je”. Sama ekonomia społeczna nie była mi zupełnie obca, bo sama jestem po ekonomii, no ale musiałam się dokładnie dowiedzieć co to jest. Skonsultowałam ten pomysł z Panią Lucyną, z moją siostrą i zapytałam: „To co dziewczyny, robimy coś?” (śmiech).

Wtedy moja siostra pracowała i była koordynatorem usług opiekuńczych w firmie, która wygrała przetarg w MGOPS. Dlatego też pomyślałyśmy, że moja siostra w tej spółdzielni też mogłaby to robić. No więc okazało się, że w naszej grupie są takie osoby, które jak by to młodzież powiedziała „to jara”. Zebraliśmy się. Ja byłam od czytania i przekazywania informacji. Zdecydowaliśmy się pojechać do Stowarzyszenia na Rzecz Spółdzielni Socjalnych w Poznaniu i po kilku telefonach udało nam się umówić. Pojechałyśmy tam z gotowym scenariuszem. Do dziś Jarek Wypyszyński ze Stowarzyszenia śmieje się, że my od początku wiedziałyśmy co dokładnie chcemy robić. Ja byłam bardzo pozytywnie zaskoczona, że ci młodzi ludzie, mają dużą wiedzę i dobrze działają. Na wszystkie pytania dostałam konkretne odpowiedzi i to było naprawdę miłe zaskoczenie, że trafiłam do odpowiednich ludzi, którzy są na odpowiednim miejscu. Szacun dla nich wielki.

Dowiedzieliśmy się wtedy, że są jeszcze pieniądze na spółdzielnie z projektu 7.2.2., należało tylko przygotować projekt. Zrobiłyśmy to, ale okazało się, że z naszej grupy założycielskiej tylko dwie osoby kwalifikują się do dofinansowania. Ruszyłyśmy mimo wszystko w tej rekrutacji i pomyślnie ją przeszłyśmy. Jak dostałam już tą rozpiskę z konkretnymi terminami, to zadzwoniłam do Jarka (Wypyszyńskiego, kom. KCH) i powiedziałam: „Wiesz co Jarek, ja rezygnuję z tego projektu”, on zapytał: „Wiesz co robisz?”, a ja: „Nie wiem”. Bo okazało się, że ten projekt przejdzie na rok 2013 dopiero, a myśmy sobie już umyśliły przetarg… Wcześniej informowałam się w Urzędzie Pracy, bo przecież rekrutacja w tym projekcie nie była pewna, chciałyśmy sprawdzić inne możliwości. No i w urzędzie okazało się, że jeżeli mamy osoby o statusie osoby bezrobotnej to dostaniemy pieniądze. Miałyśmy dwie takie osoby, na które dostałyśmy 28 tys. Zł. Z projektu otrzymalibyśmy 40 tys., ale zdecydowałyśmy, że jeżeli chcemy wystartować w tym przetargu to musimy z czegoś zrezygnować. Tak powstała pralnia. Jesteśmy w o tyle dobrej sytuacji, że nasze zasoby prywatne mogły nam pomóc w rozkręceniu tej działalności, bo przecież wstępne wyposażenie pralni to jest około 50 tys. Zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy na początku są w takiej dobrej sytuacji. Tak ruszyła pralnia. Potem w grudniu ruszył przetarg i udało się nam go wygrać: co prawda 10 groszami, ale się udało. Prawdopodobnie ma coś się zmienić w ustawie o zamówieniach publicznych, cierpliwie czekamy ….

A co z klauzulami społecznymi?

Hm… To jest wciąż bardzo mało znane rozwiązanie. Wygrałyśmy ten przetarg, ale nie jestem z tego do końca zadowolona, ze względu na cenę. Przetarg był tylko na rok, więc to było czasowe rozwiązanie. Rozmawiałam z burmistrzem i mówiłam, że może formę przetargu można by było zmienić na konkurs, bo wtedy się ogranicza liczbę zainteresowanych. To też nie powiedziane, że byśmy ten konkurs wygrali, ale firmy komercyjnie nie mogłyby brać udziału w tym konkursie. W tym roku jeszcze będzie rozpisany przetarg, może coś się zmieni w następnym.

 

Wspomniała Pani o władzach lokalnych, proszę powiedzieć czy samorząd lokalny wspiera Państwa spółdzielnię?

Powiem tak: jednostki samorządu terytorialnego, wsparcia mogą udzielić poprzez rozpisanie konkursu na jakieś zadanie, do którego Spółdzielnia może przystąpić. Natomiast jeżeli chodzi o rozmowę w celu uzgodnienia jakiś naszych pomysłów, działań to jak najbardziej. Ostatnio rozmawiałam z Panem starostą i mówiliśmy, że w ramach ekonomii społecznej brakuje takiej podstawowej edukacji społeczeństwa, a także urzędników. Bo jak tylko pojawiła się w mediach gostyńskich informacja, że powstaje spółdzielnia socjalna, to od razu pojawiły się komentarze, że to kołchozy pracy, wyzysk ludzi…

 

Mówi Pani o takich potocznych komentarzach?

Tak, o potocznych, wśród urzędników takich nie było, chociaż były takie głosy, że powstało coś takiego, tylko po to, by teraz móc chcieć wyciągnąć pieniądze.

Teraz ma powstać w Gostyniu kolejna spółdzielnia i Pan burmistrz przysłał do nas ich przedstawicieli. To ma być spółdzielnia o branży technicznej. Teraz jest taki ostatni dzwonek, bo ośrodek leszczyński ma jeszcze pieniądze z tego projektu gdzie jest dofinansowanie na założenie spółdzielni. No więc przejrzeliśmy jakieś dokumenty, porozmawialiśmy. Mieli się potem zgłosić, umówić z nami, ale przyszli niedawno i powiedzieli, że jeden Pan zrezygnował, bo powiedział, że to określenie „socjalne”, wszystkim źle się kojarzy, że to jałmużna, działalność z pogranicza…. My też słyszałyśmy takie komentarze, ale na szczęście już po założeniu spółdzielni. Miało też powstać przedszkole w ramach spółdzielni, już było 5 osób, ale jedna dziewczyna się wycofała, kiedy rodzice się dowiedzieli, że to spółdzielnia socjalna. Ten „socjal” nie kojarzy się dobrze.

 

A czy teraz, po roku działalności Państwa spółdzielni widzi Pani jakąś różnicę w podejściu ludzi do ekonomii społecznej w Gostyniu?

Wie Pani co… W tym, co my robimy nie liczy się do końca, że to jest spółdzielnia socjalna. Do pralni ludzie przychodzą, mamy też klientów instytucjonalnych na miarę naszych możliwości, no i z tego, co wiem, to nie dostajemy żadnych negatywnych informacji. Takich, że praca w spółdzielni jest gorsza niż praca w firmie x.

 

Ile osób Państwo zatrudniacie?

Jesteśmy dużą spółdzielnią, „molochem” można by powiedzieć…. To ze względu na specyfikę usług opiekuńczych. Na chwilę obecną zatrudniamy 60 osób – część z nich na umowę o pracę, część na umowę zlecenie. To jednak nie są pełne godziny pracy, bo taka jest specyfika opieki.

 

Czy zatrudniacie państwo osoby niepełnosprawne, bezrobotne?

W ustawie jest zapis o udziale 50% osób z kategorii wykluczonych i my się tego trzymamy. Kiedy wygrałyśmy ten przetarg i części osób z poprzedniej firmy, która go wykonywała, kończyły się umowy, to te osoby poszły na kuroniówki, otrzymały status bezrobotnego i później zostały zatrudnione u nas. Jest też kilka osób ze statusem niepełnosprawnych.

Macie Państwo szeroki zakres usług, proszę powiedzieć, czym zajmuje się spółdzielnia i skąd pomysły na taką właśnie działalność? Czy w miarę upływu czasu powiększał się zakres oferowanych usług?

To było tak, że wypisałyśmy mnóstwo kategorii w PKD, starałyśmy się, by każda z nas, członków założycieli, wchodziła w spółdzielnię z jakimś doświadczeniem. Więc były usługi, koleżanka, która też jest założycielem ma biuro rachunkowe i prowadzi nam księgowość i też może prowadzić jakieś dodatkowe usługi. Na chwilę obecną tego nie robimy: to na razie taka furtka. Ja z kolei, w ramach tego przewartościowania w trakcie choroby i spełniania marzeń, zrobiłam dodatkowe studia z zakresu terapeutycznego, dlatego do usług mogliśmy też wprowadzić terapię dla pacjentów przewlekle i długotrwale chorych oraz z zaburzeniami odżywiania. W MGOPS działa punkt doradczy dla osób z zaburzeniami odżywiania, mam tam w czwartki dyżur. Prowadzę też szkolenia i prelekcje m.in. w zakresie opieki nad osobą w Domu Pomocy Społecznej czy osoby zależnej. Miałyśmy też niedawno taki projekt, w którym było osiem stażystek i 4 z nich dostały u nas później zatrudnienie.

 

A więc organizujecie Państwo szkolenia, dzielicie się wiedzą?

Tak, tak. Teraz mamy takie szkolenie dla warsztatów terapii zajęciowej „Moje pierwsze kroki w pralni”. Dzisiaj jest zakończenie tego projektu, mieliśmy dwie grupy szkoleniowe. Przeszliśmy też kilkanaście wizyt studyjnych. Staramy się nie stać w miejscu. Poza tym z tych rzeczy, które chcieliśmy zaproponować jako usługi to też się kilka rzeczy pojawiło: np. sprzątamy mieszkania. Mamy też możliwość świadczenia usług w sprzątaniu grobów, ale tutaj nie było jeszcze zainteresowania.

 

Czy mają Państwo jakieś kontakty z biznesem?

To znaczy, to jest wciąż jeszcze problem, bo firmy nie wiedzą czym dokładnie jest ekonomia społeczna. To jest tak, że im chodzi o wykonawcę, który dobrze wykona usługę w rozsądnej cenie. Trudno z resztą też przekonać kogoś do zmiany wykonawcy skoro np. ma już swoja zaufaną firmę, która np. dobrze i skutecznie pierze, wyróżnia się jakością. Firmy zdają sobie sprawę z CSR, z korzyści, ale z ekonomią społeczną to jeszcze nie jest tak łatwo… poza tym, trzeba by było im dokładnie wyjaśnić korzyści takich partnerstw, żeby nie było takiej „mowy trawy”. Teraz, jak byłyśmy w Łężeczkach (na Forum Ekonomii Społecznej, kom. KCH), to Przemek (Piechocki, kom. KCH) opowiadał, że są teraz podejmowane próby zawiązywania współpracy z biznesem. To się zaczyna dziać, ale musi trochę czasu minąć. Ekonomia społeczna to wciąż świeżynka w świadomości rynkowej. Potrzeba czasu, pewnie także zmian ustaw i powoli zacznie się to zmieniać. Ja chcę w to wierzyć.

 

Jeżeli teraz, patrząc z perspektywy czasu, na działalność spółdzielni miałaby Pani przeanalizować jej aktywność to jakie wskazałaby Pani trudności, a jakie sukcesy?

Zaczynając od trudności, powiedziałabym, że trudności wiążą się z nieświadomością społeczeństwa z czego wynika fakt, że jest nam trudno z niektórymi inicjatywami zaistnieć. To są trudności z takim rozumowaniem, że współpraca ze spółdzielnią może znaczyć, że ona funkcjonuje na czyimś garnuszku. To jest ten problem, z którym należy walczyć za pomocą edukacji. Kolejna rzecz: przetargi i ustawa o zamówieniach publicznych, na zmiany czekamy.

Co do sukcesów… Na pewno sukcesem jest sam fakt, że jesteśmy i że minął już rok naszej działalności. Tyle ciekawych rzeczy się wydarzyło… Nie zawsze jest łatwo, bo płynność finansową należy kontrolować, a nie zawsze wszyscy płacą na czas. Ale to jest życie, tego nie da się przeskoczyć. Fakt, że otrzymujemy propozycje warsztatów, szkoleń, to świadczy o tym, że ludzie nas pozytywnie odbierają. Chcemy robić dobrze to, co robimy w spółdzielni. To jest nasz cel, by jakość naszych usług była na wysokim poziomie. Ważne dla nas jest, by ludzie powiedzieli, że w „Arce” są nie tylko fajni i dobrzy ludzie, ale że powierzona im praca będzie wykonana dobrze. Poznałam tutaj mnóstwo ciekawych i dobrych ludzi. Pracując 20 lat w poprzedniej pracy tez miałam kontakt z ludźmi, ale to był inny świat. Teraz ja czuję, że to co robię, jest rzeczywiście moje i we mnie prawdziwie żyje.

 

Proszę powiedzieć, jak widzą Państwo swoją działalność po zakończeniu perspektywy 2020, kiedy skończą się środki na wsparcie spółdzielni?

Nasza spółdzielnia poszła na żywioł – nie wszyscy tak mogą. Co do wsparcia… Taka pomoc na pewno jest potrzebna, bo nawiązując do takiej działalności, jaką my mamy, np. do pralni, dana spółdzielnia może dostać nawet 100 tys. na maszyny, na wyposażenie tej pralni. Dodatkowo przez pół roku jest wsparcie w postaci pomostówki, to też bardzo dobrze. Ale tak naprawdę ten rok działalności jest rokiem przez mękę. Jest tak, bo żeby dostać np. kredyt obrotowy w banku, trzeba mieć odnotowany co najmniej rok działalności. W międzyczasie należy opłacać płace pracowników, odprowadzić składki. To wsparcie ma pewną lukę, bo przecież są spółdzielnie, które na początek nie potrzebują aż tak dużej ilości pieniędzy – np. prowadzące usługi opiekuńcze. Dobrym rozwiązaniem byłoby wyznaczenie pewnej rezerwy finansowej z tych funduszy na bieżącą działalność spółdzielni w pierwszym roku. A po 2020 możliwe, że i te pieniądze na otwieranie spółdzielni się skończą i zapewne będzie ich postawać mniej. Ale czy to źle? Ludzie, którzy tracą pracę, przeżywają traumę, szukają jakiś rozwiązań. Fajnie, że są instytucje, które proponują np. założenie spółdzielni socjalnej. Pojawia się dla tych ludzi nowa perspektywa. Stawiajmy na jakość tych przedsięwzięć. Nie pozwólmy na to, aby ludzie tracili wiarę we własne siły i czuli się nieudacznikami, jeżeli po roku działalności coś nie wyjdzie. Szukajmy wśród ludzi liderów, którzy pociągną za sobą innych. Nie traktujmy tego w kategorii następny projekt .. Spróbujmy znaleźć w ludziach potencjał, który pomoże im prowadzić taką działalność. Nie działajmy „na hurra . Oczywiście, że zawsze noga się może podwinąć. Nieraz ryzyko jest potrzebne, ale podejmujmy je z głową. Potraktujmy poważnie tych ludzi, którzy nam zaufali.

 

Jakie wskazówki mogłaby Pani dać początkującym, zakładającym spółdzielnię osobom?

Posłużę się cytatem: „Przyszłość należy do tych, którzy wierzą w piękno swoich marzeń.” Ważne jest żeby to robić z prawdziwej chęci, a nie z przymusu.

Poza tym, wiadomo, że pierwszy rok jest trudny, ale bardzo ważne jest, by nie zamykać się na różne możliwości ze względu na pieniądze. One nie mogą blokować naszych pomysłów i trzeźwego podejścia do działania. Nie można też być krótkowzrocznym i należy znajdować sobie małe furtki, które nam pomogą przy zmianie okoliczności. Dobrze jest mieć coś w zastępstwie. Należy patrzeć z szerszej perspektywy i zrobić dobry plan: plan pracy czy biznesplan. Potem takie plany przeliczają się na pieniądze, ale przecież tak ważne jest to, że można ich wartością pomóc innym.

 

Bardzo dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

 

Informacja finansowana jest w ramach projektu systemowego pn. „Koordynacja i współpraca na rzecz integracji społecznej Wielkopolski” współfinansowanego ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego.